Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 marca 2012

3 kroki Clinique - podsumowanie po 2 tygodniach :)

O tym dlaczego zdecydowałam się na stosowanie zestawu Clinique pisałam tutaj, dzisiaj, po sumiennym prawie trzytygodniowym stosowaniu wszystkich trzech produktów zarówno rano jak i wieczorem, moge o nich napisać coś więcej :)


"Mój" zestaw ma numer 1 i jest przeznaczony do skóry suchej.


Krok 1 to Liquid Facial Soap - delikatne mydło w płynie.
Wg opisu producenta usuwa zamieczyszczenia, sebum, martwy naskorek, makijaż (również oczu) i pozostawia skórę oczyszczoną i odświeżoną. Nie powoduje uczucia dyskomfortu, nie ściaga skóry.
Mydełko powinno być bezzapachowe, ale ja wyczuwam w nim delikatne ziołowe nuty. Ma postać delikatnego, bialego kremu. Łatwo rozprowadza się, w ogóle się nie pieni. Z twarzy zmywa się bez problemu pozostawiając minimalną tłustą warstewkę.
Opis fajny, ale mydło działa kiepsko. Dla mnie to najsłabszy produkt z zestawu.
Nie ma mowy o wieczorenym dokładnym zmyciu zanieczyszczeń o makijażu nawet nie wspominając. Mydełko ślizga się po skórze, nie oczyszcza.
Próbowalam kilka dni pod rząd, myłam twarz po 2 lub 3 razy a i tak na waciku z płynem złuszczającym znajdowałam chyba tyle samo bb kremu ile nakladałam rano. Ostatecznie wieczorem myłam twarz moim żelem Vichy, a potem myłam po raz kolejny mydełkiem
O poranku preparat radził sobie lepiej i bez problemu usuwał jakieś resztki kremu czy oleju.
Nie wysusza i nie podrażnia skóry.




Krokiem 2 jest Clarifying lotion - płyn złuszczający
Płyn złuszczający zastępuje tonik, ale tonikiem nie jest. Produkt na bazie alkoholu ma za zadanie usunięcie resztek zanieczyszczeń oraz martwego naskórka. 
Jego stosowanie wymaga ostrożności - nie powinno się przecierać dwukrotnie tego samego miejsca na twarzy, aby nie dopuścić do nadmiernego jej wysuszenia.
Mnie przede wszystkim zaszokował mocny alkoholowy zapach, bałam się wysuszenia mojej i tak suchej skóry, ale płyn miło mnie zaskoczył. Trzeciego i czwartego dnia stosowania preparatu pojawiło mi sie na twarzy kilka podsuszonych skórek, które szybko zniknęly. Poza tym zauważałam tylko plusy - płyn bardzo dokładnie usuwa martwy naskórek, rozjaśnia i odświeża koloryt skóry pozostawiając ją miękką i dokładnie oczyszczoną.
Pekfekcyjnie przygotowuje twarz do nawilżenia kremu nawilżającego


Ostatni, 3 krok to nawilżanie i do akcji wkracza Dramatically Different Mositurizing Lotion.
 Leciutki, żółty, bezzapachowy kremik
Opakowanie jest totalnym niewypałem - ktoś genialnie upakował 30 ml kremu w miniaturze pełnowymiarowego opakowania, która to pełnowymiarówka ma pompkę. Tutaj niestety krem wydłubuje się metodą "wytrząsania" nie znając rezulatu - wypada kropelka, albo pół butelki :/
Konsultantka radziła, że można go używać zamiast albo jako dodatek do codziennego kremu nawilżającego. U mnie doskonale spisywał się samodzielnie.
Dzięki lekkiej konsystencji natychmiast sie wchłaniał pozostawiająć skórę mięciutką i doskonale nawilżoną na cały dzień/noc. Ponieważ wchłania sie do matu - jest idealny pod makijaż.
Do zachwytów dorzucam też negatywa - niestety lekko mnie zapchał. Moja skóra nie jest już idealnie gładka, lecz znowu ma wiele krostek i podskórnych grudek. Już ukręciłam sobie nową porcję oliwki salicylowej i wróciłam do dodawania ekstraktu z truskawki do wszystkiego.



Jeszcze kilka słów o wydajności.
Tubka mydła miala 50 ml, butelka toniku 100ml, a opakowanie kremu 30ml
Po równych dwóch tygodniach pozostało tyle
Najszybciej znika mydełko, co w połaczeniu z faktem, że nie działa, przekonuje mnie całkowicie ze nie warto go kupować. 
Wydajność toniku i kremu nawilżającego jest bardzo przyzwoita.




Czas na podsumowanie
Oczekiwałam dokładnego oczyszczenia skóry twarzy - cel osiągnięty :) Naskórek przestał sie nadmiernie  zluszczać - nie chodzę już z cmentarzem na paszczy, cera się rozpromieniła.
Jako bonus dostałam fantastyczne nawilżenie, ale też niestety lekkie przypchanie. Musiałam też chwilę poczekać na efekty i  straszyłam cerą nastolatki - przez pierwszy tydzień miałam na buzi tyle pryszczy ile nie mialam przez ostatnie kilka lat, potem wszystko sie uspokoiło.
Czy polecam? Sama nie wiem. Kosmetyki działają, ale nie są idealne - trzeba indywidualnie ocenić ewentualne zyski i straty. Ja mimo pewnych minusów na pewno będę wracała do płynu złuszczającego i DDML :)

środa, 11 stycznia 2012

Vichy Essentielles Foaming Facial Cleanser

Niektórzy pewnie pamiętają, jak niezadowolona byłam z preparatu oczyszczającego Liz Earle (klik!) - po 4 dniach stwierdziłam, ze nie nadaje on się u mnie do codziennego oczyszczania i sprawą pilną stało się kupienie czegoś innego. Ponieważ cała akcja przypadła na wariacki przedświąteczny tydzień, samozaparcia wystarczyło mi tylko na przebicie się do Bootsa wśród tłumów i ekspresowe zgarnięcie do koszyka opakowania które jako pierwsze rzuciło mi się w oczy.
Tak właśnie stałam się posiadaczką Vichy Essentielles Foaming Facial Cleanser.

Produkty Essentieles to jedna z nowszych serri Vichy i jest przeznaczona dla osób początkujących w pielęgnacji skóry lub "wrażliwców".
Jak coś to ja jestem ta druga kategoria :)

Żel jest hipoalergiczny, nie zawiera parabenów, SLSów.
Zapakowany jest w miękką tubkę z porządnym zamknięciem, oryginalnie cała tubka była zafioliowana.

Sam produkt tuż po wyciśnięciu przypomina perłowy gęsty krem, po zetknięciu z wodą zmienia się w gęstą, drobniutka piankę
Pachnie dość intensywnie różami (ja akurat nie lubię, ale to kwestia gustu), zapach znika po spłukaniu wodą. Najbardziej zaskoczyła mnie wydajność - ilość odpowiadająca ziarnku zielonej fasolki wystarcza do dokładnego wymycia całej twarzy. Żelu wystarczy mi na wieki!

Produkt doskonale nadaje się do codziennego użytku. Pozostawia skórę dokładnie oczyszczoną (nawet z makijażu) i jest to ten rodzaj czystości, który lubię najbardziej - skóra aż piszczy. Jednocześnie nie wysusza, nie ściąga, nie podrażnił mnie ani nie zapchał.

Jedyna rzecz do której mogę się przyczepić to szczypanie w oczy. Ja myję się "dookoła", niczego nie omijam i zawsze wychodzę z pod prysznica z oczami czerwonymi jak królik - ale wina jest ewidentnie moja, bo na opakowaniu pisze wyraźnie - omijać. 

Zachęcająca za to jest cena - za tubkę 100ml zapłaciłam niecałe 5€.

I jeszcze skład


piątek, 30 grudnia 2011

Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser

Kiedy skończyło mi się ostatnie "czyścidelko" do twarzy stwierdziłam, że koniec z zastanawianiem się, czajeniem, kombinowaniem i czytaniem tysiąca recenzji o Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser, po prostu muszę go kupić i sama sprawdzić działanie :) 

Co obiecuje producent?
Nasz żel ma dwie fazy działania, pierwszą fazą jest oczyszczanie. Wolny od olejów mineralnych, posiada bogatą i kremową konsystencję i szybko usuwa wszelkie ślady makijażu, nawet uparty tusz do rzęs.
Faza druga to polerowanie. Zmyj krem przy użyciu czystej ściereczki, aby delikatnie usunąć martwy naskórek i odkryć czystą, miękką i promienną skórę.

Zabrzmiało nieźle :)
Więcej można poczytać na stronie producenta - klik!

Zestaw przyszedł do mnie perfekcyjnie zapakowany - pudełko, bibułka, kosmetyczka a w niej tuba kremu i dwie muślinowe ściereczki. Opakowanie jest bardzo porządnie wykonane, pompka działa bez zarzutu i dokładnie dozuje ilość produktu
Sam produkt to gęsty, biały, treściwy, tłustawy krem. Łatwo się rozprowadza i z ręki zmył się  wodą zostawiając tłustawą warstwę. Raczej nie jest wydajny - testowałam różne ilości i do jednorazowego użycia potrzeba go raczej sporo.
Zapach? Hmmmm... Najpierw pachnie ziołami, potem bardzo mocno eukaliptusem, a przy myciu twarzy śmierdzi momentami jak spleśniałe rośliny, bleeee, ale da się wytrzymać.

Jeśli chodzi o działanie - nie jestem zachwycona. Producent obiecuje, ze jest to krem do każdego rodzaju cery, ale ja wykreśliłabym z tego zestawu cerę wrażliwą i naczynkową. Nie mam zastrzeżeń co do domywania - produkt doskonale usuwa wszelki makijaż, również makijaż (niewodoodporny) oczu, nie zapycha. Ale... no właśnie - usunięcie resztek produktu z twarzy jest możliwe tylko przy pomocy oryginalnej ściereczki (nie udało mi się domyć za pomocą szmatki z AVONu, ściereczki z mikrofibry, "konjaka" - zawsze zostawała tłusta warstwa, której bardzo nie lubię) a ona niestety delikatnością nie grzeszy. Twarz była rzeczywiście doskonale oczyszczona, do tego gładziutka, ale baaardzo podrażniona od ściereczki mimo, że byłam naprawdę ostrożna. Po ostatnim użyciu pękło mi również naczynko na nosie :( To dyskwalifikuje u mnie produkt jako taki do codziennego używania i na pewno nie kupię go ponownie. 

Aktualnie używam Liz Earle Cleanse & Polish Hot Cloth Cleanser raz lub 2 razy w tygodniu. Jestem zadowolona z efektów oczyszczania i nie będę zwiększać częstotliwości. Na co dzień wole się pomiziać łagodniejszym "konjakiem" i delikatniejszym, ale równie skutecznym w oczyszczaniu żelem Vichy (o którym już wkrótce :) )

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...