Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki samorobione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki samorobione. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2012

Biochemia Urody - Serum na okolice oczu i naczynka

W swojej codziennej pielęgnacji zawsze staram się używać przynajmniej jeden produkt przeznaczony typowo do cery naczynkowej.
Ostatnio w mojej kosmetyczce gościło Serum na okolice oczu i naczynka z Biochemii Urody, które producent opisuje w następujący sposób:
wspomaga walkę z cieniami i opuchnięciami okolic oczu, poprawia kondycję skóry wokół oczu oraz wzmacnia naczynka na całej twarzy. Serum oparte jest na kompleksie odpowiednio dobranych ziół (ruszczyk, skórka cytryny i nawłoć) oraz peptydów, które poprawiają mikrocyrkulację w drobnych naczynkach, działają przeciwobrzękowo i obkurczająco, łagodzą skłonność do rumienia i cieni pod oczami. Dodatkowo serum zawiera kwas hialuronowy i proteiny jedwabne, które poprawiają stopień nawilżenia i napięcia skóry. Serum szybko i idealnie wchłania się w skórę, dając poczucie odświeżenia.

Zestaw do wykonania serum dostajemy zapakowany tak jak inne kosmetyki z BU - półprodukty w oddzielnych opakowaniach i pojemniczek na gotowy kosmetyk.
Serum składa się z czterech składników
- mleczka jedwabnego
- żelu hialuronowego
- kompleksu peptydowego 
- kompleksu na naczynka
Wykonanie jest niezwykle proste - składniki mieszamy plastikową bagietką w dołączonym do zestawu słoiczku i już :)
W efekcie otrzymujemy ok. 20 ml brązowego, płynnego serum o ziołowym zapachu charakterystycznym dla kompleksu naczynkowego.
Jak wszystkie kosmetyki z żelowym kwasem hialuronowym również ten jest nieco lepki i wymaga bardzo starannego wmasowania w skórę twarzy, w przeciwnym razie pozostawia nieprzyjemną warstewkę.

Porcja serum wystarczyła mi na 5 tygodni, używałam go raz dziennie (rano, pod krem na dzień) na nos, brodę, policzki oraz pod oczami.

Cóż mogę powiedzieć - na rumień i naczynka działa :) Serum okiełznało moje naczynka, nie miałam problemów z gwałtownym, silnym rumienieniem się, istniejące pajączki nie powiększyły się. Do dziennego makijażu wystarczały mi lżej kryjące bb kremy :) Kiedy serum się skończyło, moja cera w ciągu kilku dni wróciła do swojego "normalnego" stanu czyli silnego rumienia pojawiającego się często dość nagle w ciągu dnia i potrafiącego "prześwitywać" nawet przez dość mocny i dobrze kryjący makijaż :(
W moim przypadku natomiast serum nie działa na cienie pod oczami, ale już kilkakrotnie wspominałam, ze jestem przypadkiem nieuleczalnym i byłabym na pewno bardziej zdziwiona gdyby cienie zbladły lub znikły :)

Serum nie kupie jednak ponownie ponieważ jego cenę (26zł/20ml) uważam za mocno przesadzoną. Inne firmy sprzedające półprodukty kosmetyczne oferują ziołowe wyciągi na naczynka w znacznie przyjemniejszych cenach, a własnoręczne zrobienie kosmetyku nie będzie sprawiać żadnych trudności :)

środa, 4 stycznia 2012

Oliwka salicylowa - kosmetyki samorobione (9)

Ostatnio moim głównym celem w pielęgnacji twarzy jest doprowadzenie jej do stanu idealnej gładkości. W ciągu wielu lat, używania przypadkowych kosmetyków z drogerii, niekoniecznie dopasowanych do mojej cery, na skórze pojawiło się mnóstwo zamkniętych i otwartych zaskórników. 

Pierwszym krokiem było stosowanie toniku z kwasem PHA, o którym pisałam tutaj - klik! Zauważyłam, że moja skóra wyraźnie się wygładziła. Niestety po 6 miesiącach używania należy zrobić sobie przerwę, a ponieważ nie chciałam rezygnować z "kwaszenia się" zdecydowałam się na kwas BHA - salicylowy, który, o dziwo, moja naczynkowa skóra bardzo lubi. Kwas zamówiłam w sklepie Naturalis - tutaj dokładny opis produktu - klik!
www.3dchem.com
Kosmetyków z tym kwasem można sobie zrobić kilka, ja wybrałam oliwkę z kilku względów - ma najprostszy skład - tylko dwa składniki, jest dość trwała nawet bez konserwantu,  mogę ją mieszać z innymi kosmetykami, używać w różny sposób, a rozpuszczalność kwasu w oleju nie jest bardzo duża, wiec nie "przedobrzę" ani tez nie będzie mnie kusić zwiększenie stężenia.

Powoli kończy się ok.50 ml porcja która zrobiłam (wystarczyło na ok. 2 miesiące), więc czas na moje wrażenia.
Do wykonania użyłam dziecięcej oliwki bez parafiny (moja jest z Boots'a z serii Baby Botanics, ale widziałam, ze dość popularnym rozpuszczalnikiem jest ta z Hippa, u mnie niestety niedostępna :( ) Oliwkę podgrzałam w kąpieli wodnej i powoli dodawałam sproszkowany kwas, dokładnie mieszałam, w pewnym momencie kwas przestał się rozpuszczać i przestałam wsypywać kolejne porcje. Koniec pracy :) Wystudzoną oliwkę przelałam do butelki.

Najczęściej używam oliwki jako składnik szybkiego serum - oliwka salicylowa + macerat z kocanki + 3 krople ekstraktu na naczynka + kwas hialuronowy. Taka miksturę stosuje co drugi dzień na noc. Czasami nakładam wacikiem samą oliwkę.
Na dzień obowiązkowo filtry!
Wspomagam się również naturalnym kwasem salicylowym z mazidlanego ekstraktu z truskawki, który dodaję do każdego kremu.

Nie zauważyłam podrażnień, zaczerwienienia czy łuszczenia skóry.

Oliwka DZIAŁA - moje policzki są zdecydowanie wygładzone, a pod skórą zostały już tylko te najbardziej uparte zaskórniki, które już powoli się zmniejszają :) Mam nadzieję, że niedługo  całkiem pozbędę się "nieprzyjaciół" :)

czwartek, 17 listopada 2011

Krem z witaminą A i mocznikiem - kosmetyki samorobione (8)

Pisałam już kiedyś, że walczę z upierdliwą przypadłością - rogowaceniem przymieszkowym. Na moich ramionach wygląda to mniej więcej tak
i może nie nie jest bardzo straszne ani specjalnie nasilone, ale skutecznie zniechęca mnie do noszenia bluzek z krótkim rękawem.

Po szybkim przeglądzie tutejszych aptek zorientowałam się, że nie maja mi one nic konkretnego do zaoferowania. Zanim jednak poproszę mamę o kolejne kosmetyczne zakupy postanowiłam sobie ukręcić coś sama. 

Poszukałam, podumałam, przejrzałam zawartość kosmetyczki, apteczki i pudełka z półproduktami i stworzyłam coś takiego

Wymieszałam:
40% emolientu (podkradzinego dzieciom)
40% zwykłej maści z witaminą A
20% mocznika

Wyszedł mi biały, gęsty, tłusty i dość tępy w nakładaniu krem. Początkowo był bezzapachowy, po dwóch dniach zaczął pachnieć cytryną, co mnie trochę przestraszyło, bo tak do końca nie wiem co z czym zareagowało. Po ostrożnych próbach stwierdziłam, że nie robi mi krzywdy, więc używam dalej.

Dopiero w trakcie mieszania dotarło do mnie, że użyty emolient to prawie same oleje mineralne, wiec jeśli chodzi mi o niezapychanie to trafiłam tak sobie :( ale następnym razem się poprawię.

Krem stosuję wieczorem, po kąpieli, kilka razy w tygodniu robię też peeling (ostatnio mój solny) ramion.
Przede wszystkim bardzo porządnie nawilża, lekko natłuszcza. Po prawie trzech tygodniach stosowania widzę, że plamki na ramionach rozjaśniły się - nie są już czerwono-brązowe tylko bardziej różowe. Niestety nie zmniejszyła się ich ilość i dalej są dość widoczne.

Smarowidła używam tez po depilacji i tutaj efekty są dużo lepsze - skóra nie jest podrażniona, włoski nie wrastają - sprawdza się w 100%

Widzę, że idę w dobrym kierunku :) Kolejna porcja kremu będzie udoskonalona - planuję lżejszą, niekomedogenną bazę i dodatek kwasu salicylowego.
Zobaczymy co z tego wyniknie :)

poniedziałek, 7 listopada 2011

Peeling solny z olejem kokosowym - kosmetyki samorobione (7)

Pisałam niedawno o solnym peelingu Dead Sea SPA Magic. Podobał mi się, ale marudziłam nad jego wydajnością i mocno przesadzoną ceną.W komentarzach dziewczyny podpowiedziały mi, że w sumie można to sobie zrobić samemu - składników nie ma dużo i nie są specjalnie skomplikowane.

Tak też zrobiłam :)

Moja mieszanka to gruboziarnista sól morska, czysty olej kokosowy, kilka kapsułek witaminy A+E i reszta oryginału dla zapachu :)


Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Dałam mniej oleju, więc efekt ścierający jest silniejszy, przez to nie trzeba się również wycierać do sucha przed użyciem, bo peeling nie ślizga się tak po mokrej skórze. 
Zostawia skórę idealnie wygładzoną, nawilżoną i pachnącą cytrusami.

Dla mnie lepszy jest od słynnego peelingu kawowego (mocniej ściera, nie muszę myć całej łazienki po użyciu :) ).

Polecam :)

niedziela, 25 września 2011

Naturalna pielęgnacja (1) - kwas hialuronowy

Mój kwas hialuronowy pochodzi ze sklepu Naturalis i jest mieszanką kwasu mało- i wielkocząsteczkowego w formie żelu.
Jest bezbarwny i bezzapachowy, nieco lepki - ciągnący się.

Ma szerokie spektrum działania, można o tym poczytać tutaj

Szczerze mogę przyznać, ze jestem od niego uzależniona i dodaje go wszędzie gdzie tylko się da:
  • do kremów - do twarzy i do rąk
  • do samorobionych olejowych serum 
  • do maseczek 
  • do peelingu enzymatycznego z BU
  • do szamponu i odżywki do włosów
  • do samorobionego toniku z kwasem 
Ostatnio rozrobiłam z nim także uguisu (słowiczą kupkę) i maseczka nie spływała z twarzy tak jak wersja z wodą.
W przypadku kremu czy olejku należy pamiętać, aby mieszankę do końca wmasować w skórę twarzy, w innym przypadku na skórze pozostanie lepka warstwa, na której kolejne kosmetyki mogą się rolować

Mimo intensywnego, codziennego używania w ciągu prawie 3 miesięcy ubyło może pół butelki o pojemności 100ml!

Widocznym u mnie efektem stosowania żelu jest poprawa elastyczności i nawilżenia skóry, szybciej też rosną moje włosy. Mam też nadzieję, że aktywne składniki z innych kosmetyków szybciej i głębiej przenikają do skóry, ale o tym przekonam się dopiero za kilka lat :)

czwartek, 22 września 2011

Bomba kąpielowa - kosmetyki samorobione (6)

Wizyta w LUSH była bardzo inspirująca i po żelowym mydełku przyszedł czas na dalszą produkcję - tym razem zdecydowałam się zrobić bomby kąpielowe
Taka bomba rzeczywiście "wybucha" w wannie ciepłej wody - musując zmiękcza wodę i uwalnia nawilżający olejek  :)

Do stworzenia bomby potrzeba:
1 kubek sody
1/2 kubka kwasku cytrynowego
2 łyżki mleka w proszku
3 łyżki tłuszczu - u mnie masło kakaowe Palmer's
2 łyżki polysorbate-80 (dodatek emulgatora nie jest konieczny, ale dzięki niemu olej nie pływa po wodzie, ale tworzy z nią emulsję)
barwnik




Do miski wsypałam składniki suche i bardzo dokładnie wszystko wymieszałam.







Chciałam mieć dwukolorowe bomby więc podzieliłam mieszaninę na dwie części i do każdej dodałam inny barwnik.






Tłuszcz rozpuściłam w kąpieli wodnej, dodałam polysorbate, wymieszałam i wlałam do suchej mieszanki.






Całość ugniatałam chwilę aż zaczęło to przypominać mokry piasek.






I można już zacząć napełniać foremki - ja wybrałam silikonową formę na kostki lodu - serduszka, z Ikei.






Mieszankę bardzo dokładnie ugniatałam w foremce, serduszka bez problemu wychodziły i już można je zostawić do wyschnięcia (na około 24 godziny)






Z podanej wyżej porcji otrzymałam 32 serduszka, do swojej kąpieli dodaje jedno i to wystarczy, aby ładnie nawilżyć moją skórę. Bomba nie barwi wody, nie ma też zapachu (ale nadrobię to następnym razem :) )


A tak je przechowuję :)


Tutaj filmik - działają!

Dawno nie miałam takiej frajdy jak przy produkcji serduszek kąpielowych, już marzą mi się inne kształty, kolory, do następnej porcji na pewno dodam również olejku eterycznego.

Polecam i życzę dobrej zabawy!

piątek, 16 września 2011

Jak zrobić żelowe mydełko - kosmetyki samorobione (5)

Ostatnio widziałam takie mydełko w sklepie LUSH - bardzo spodobała mi się forma galaretki, ale nie wpadłam na to, że można je zrobić samemu. I całkowicie przypadkowo, szukając czegoś innego na YouTube trafiłam na tutorial wykonania żelowego mydełka.
Składniki są proste, wykonanie również więc przystąpiłam do dzieła.

Potrzebujemy:
- opakowanie (15g/1 łyżka stołowa) bezsmakowej żelatyny
- 3/4 szklanki wrzącej wody
- 1/2 szklanki mydła w płynie/żelu pod prysznic
- łyżeczke soli
- barwnik spożywczy (niekoniecznie)
- ulubione olejki eteryczne (niekoniecznie)
- miskę (nie lubię mnożyć naczyń do mycia więc wszystko zrobiłam w dzbanku z podziałką)
- pojemnik na gotowe mydełko (u mnie zwykłe pudełko na żywność z Ikei)
- łyżkę

Użyłam żelu pod prysznic Oriflame, który niekoniecznie lubię, wiec w razie porażki nie byłoby mi go szkoda - jednocześnie na słodki, tropikalny zapach i ładny kolor

Zaczynamy!
Wodę zagotowałam w kuchence mikrofalowej, dodałam do niej żelatynę i sól.

Dokładnie wymieszałam
Dolałam żel pod prysznic, znowu wymieszałam. 

Chciałam, żeby moja "żelka" była fioletowa i dodałam niebieski barwnik, ale przedobrzyłam i wyszedł bakłażan :(

Całość przelałam do pojemnika, zebrałam pianę i wstawiłam do lodówki.


Żelka ścięła się po ok. 3 godzinach. Odkroiłam kawałek i do testów zapędziłam moje dziecko.

Jak widać dobrze się pieni i ma fajny kolor. Tester był zachwycony :)

Myślę, że żelowe mydełko może być ciekawym urozmaiceniem w łazience, zrobione z delikatnego żelu będzie doskonałe dla najmłodszych, sprawdzi się również jako oryginalny prezent.

Strasznie spodobała mi się produkcja mydełka i mam ochotę na inne łazienkowo-kapielowe cuda, już nawet zaczęłam produkcję... - czego? O tym wkrótce.

niedziela, 11 września 2011

Kosmetyki samorobione (4) - tonik z kwasem PHA

Stan mojej skóry wymaga ode mnie czasami zastosowania mocniejszych środków, a ponieważ moje naczynka uniemożliwiają mi sięgnięcie po wiele specyfików postawiłam na kwasy PHA.

Info z Mazideł: "Kwasy te posiadają wszystkie cechy i właściwości charakterystyczne dla AHA, a dodatkowo wykazują łagodniejsze działanie, nie powodując efektów ubocznych w postaci intensywnego łuszczenia, pieczenia, szczypania lub zaczerwienienia skóry,  co jest wynikiem budowy ich cząsteczek (większe rozmiary, a przez to utrudnione szybkie przenikanie w głąb skóry). Są więc doskonałą alternatywą dla osób, których wrażliwa skóra nie toleruje kwasów AHA, szczególnie kwas glikolowego. Dodatkowo polihydroksykwasy ze względu na obecność licznych grup hydroksylowych, posiadają silne właściwości nawilżające, wiążą wodę w naskórku. Kwasy te są również skutecznymi antyoksydantami, chroniącymi skórę przed wolnymi rodnikami w stopniu porównywalnym do witaminy C i E. (...) W odróżnieniu od kwasów AHA, kwasy PHA nie zwiększają wrażliwości skóry na promieniowanie UV i związku z tym mogą być stosowane także latem, bez zachowania  rygorystycznej ochrony przeciwsłonecznej."

Od kilku miesięcy stałym elementem mojej pielęgnacji jest prosty tonik z glukonolaktonem z mazidlanego przepisu.

Oczekiwałam od niego przede wszystkim spłycenia blizn, które zostały mi na twarzy po drobnym zabiegu, rozjaśnienia przebarwień, usunięcia zamkniętych zaskórników i ukojenia naczynek.

Toniku używam co drugi dzień, przechowuje go w ciemnej butelce, w lodowce i co miesiąc przyrządzam sobie nową porcję. W tej chwili używam stężenia 15%.
Tonik jest bezbarwny, bezzapachowy, lekko się lepi (przez dodatek kwasu hialuronowego) - zdjęcia nie będzie, bo brązowa buteleczka jest wyjątkowo niefotogeniczna, .

Efekty nie pojawiają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale w czwartym miesiącu stosowania: 
- jedna z blizn jest prawie niewidoczna, druga zauważalnie spłycona
- duże przebarwienie na policzku znikło całkowicie, drugie mniejsze jest tylko delikatnie ciemniejsze niż reszta twarzy (widzę też sporą zasługę uguisu - odkąd zaczęłam używać słowiczej kupki rozjaśnianie jakby przyspieszyło)
- zamknięte zaskórniki powoli znikają - moje policzki nie są już pełne podskórnych grudek lecz wyraźnie się wygładziły

Zauważyłam też uspokojenie naczynek i doskonale nawilżenie skory twarzy, ale nie jestem przekonana czy to zasługa wyłącznie toniku czy ogólnie zmienionej pielęgnacji twarzy.

Glukonolakton jest na tyle łagodny, że jego stosowanie jest prawdziwą przyjemnością (nie podrażnia, nie wysusza) a jednocześnie jest dość silny aby poradzić sobie w "grubszymi" problemami. 
Początkującym "zakwaszaczkom" oraz osobom o wrażliwej skórze - serdecznie polecam.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Kosmetyki samorobione (3) - maseczka czekoladowa

Tak spodobała mi się czekoladowa pielęgnacja, że po porażce z azjatycka maseczką postanowiłam znaleźć jej domowy odpowiednik.
YouTube jak zawsze jest do usług i wynikach wyszukiwania pojawiła się Chocolate DIY Mask według przepisu Bubzbeauty.
 

Przepis jest banalnie prosty - kakao, miód i jogurt naturalny (daję po łyżeczce, wychodzi porcja w sam raz na twarz + dekolt), wykonanie jeszcze prostsze wiec przystąpiłam do dzieła.

Kakao ma silne właściwości antyoksydacyjne, przeciwdziała wolnym rodnikom.
Miód nawilża, napina, odżywia i odmładza skórę. Pomaga również w walce z wypryskami i łagodzi podrażnienia.
Jogurt rozjaśnia i nawilża skórę, redukuje zaczerwienienia, rozjaśnia blizny, domyka pory :)

Stosowanie maseczki jest niezwykle przyjemnie - wspaniale pachnie, nie podrażnia. Nie napisze, że mam ochotę ją zjeść - bo zjadam ją regularnie. Mąż ma nieustającą radochę jak widzi mnie jedzącą resztki za pomocą pędzla.

Maseczkę stosuję co 2-3 dni od kilku tygodni, na zmianę z aspirynową i efekty są bardzo zadowalające. Moja naczynkowa cera jest uspokojona - wreszcie bardziej "cielista" niż czerwona, wygładzona, nie pojawiają się nowe niespodzianki, pory są zwężone, zaskórniki znikają

środa, 10 sierpnia 2011

Kosmetyki samorobione (2) - olejek myjący do twarzy

Kolejnym kosmetykiem, który ukręciłam sobie w domowym zaciszu jest olejek do mycia twarzy.
Bardzo podstawowa receptura pochodzi z Mazideł i tam też kupiłam niezbędne składniki.

Moja wersja składa się w 90% z maceratu z kasztanowca, 10% cromollientu i kilku kropel ekstraktu z rozmarynu.Trzymam go w łazience, w nieprzezroczystej, zamkniętej butelce i w takich warunkach produkt powinien być zdatny do użytku przez 7-9 miesięcy.

Olejek ma postać... cóż - olejku, ma lekko żółty kolor, jest bezzapachowy

Po zmieszaniu z wodą przekształca się w lekką białawą emulsję. Nie pieni się!



Taki olejek doskonale zmywa nawet wodoodporny tusz (do demakijażu oczu używam wacika, resztę twarzy myję po prostu rękami).
Skóra jest doskonale oczyszczona (specjalnie przecierałam twarz płynem micelarnym i wacik był czysty), miękka i nawilżona. Olejek zostawia leciutki film, ale nie z rodzaju tłustych.

Jestem bardzo zadowolona z tego kosmetyku, jednak przez wrodzoną ciekawość na pewno wypróbuje wersje z innymi olejami - w kolejce czekają olej z pestek winogron i  oliwa z oliwek oraz inne emulgatory - polysorbate (które już do mnie leci, bo jest mi potrzebne do stworzenia płynu micelarnego) lub glyceryl cocoate

wtorek, 2 sierpnia 2011

Kosmetyki samorobione (1) - delikatny peeling

Bardzo lubię mechaniczne peelingi do twarzy - po ich użyciu czuję się naprawdę odświeżona i "oczyszczona". Niestety - moja naczynkowa skóra broni się przed nimi jak może - zaczerwienienie, podrażnienie a nawet pęknięte naczynka to norma. Wiele czasu spędziłam nad nad wyszukaniem, a kiedy doszłam do wniosku, ze żaden produkt drogeryjny nie spełni moich oczekiwań, nad wymyśleniem czegoś co oczyści moją twarz w sposób mnie zadowalający.
W jednym z filmików Michelle Phan znalazłam metodę oczyszczania warzy za pomocą płatków owsianych. Metode nieco zmodyfikowałam i tak powstał mój delikatny peeling z płatków owsianych i mleka w proszku.


Wykonanie go nie jest żadną filozofią - płatki lekko mielę w młynku do kawy i mieszam z pełnotłustym lekiem w proszku w proporcjach mniej więcej 2/3 płatków i 1/3 mleka.
Dodatek mleka nie jest konieczny, jednak peeling staje się bardziej kremowy, łatwiejszy w "obsłudze" a lekkie stężenie kwasu mlekowego powoduje dodatkowe działanie nawilżające, rozjaśniające, uelastyczniające i zwężające pory.


Peeling stosuję codziennie na 3 różne sposoby:
- samodzielnie, po oczyszczeniu skóry 
- dodaje trochę do żelu lub olejku do mycia twarzy
- "rozcieńczam" nim peeling enzymatyczny z Biochemii Urody (który wykonany wg instrukcji producenta jest dla mnie za mocny)


Efekt - gładka, dokładnie oczyszczona i lekko rozjaśniona skóra, domknięte pory :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...